Forum FLY SPORT Strona Główna
FAQFAQSzukajSzukajGalerieGalerie UżytkownicyUżytkownicy GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ProfilProfil Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościP.W. ZalogujZaloguj
SAN
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 10, 11, 12, 13  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum FLY SPORT Strona Główna -> Jaka woda na...?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  

Autor Wiadomość
Rafał_SIWY
stary wyga



Dołączył: 08 Maj 2007
Posty: 316
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Złotoryja nad Kaczawą
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 14:43, 04 Maj 2009    Temat postu:

Jak byłem w Szkocji we wrześniu 2007r na rzece Nith i Annan to takie budki a nawet większe spotykałem co kilka kilometrów rzeki.U nas niestety zaraz by je hołota zdemolowała.
Gratuluje pomysłu.


[link widoczny dla zalogowanych]
Jedna z takich ''budek'' niestety fotka z telefonu.

[link widoczny dla zalogowanych]
A to wystrój wnętrza, były tez książki w których odnotowywało się na danym odcinku złowione ryby,podawało się na jaka przynętę została
złowiona i czy rybka została zabrana lub wypuszczona.
Pozdrawiam


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Tadeusz Talaga
stary wyga



Dołączył: 02 Lut 2007
Posty: 1232
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Zembrzyce

PostWysłany: Śro 20:02, 06 Maj 2009    Temat postu:

No rzeczywiście fajna "budka " . Chociaż ta z fotki Rafała , bardziej się mi podoba - bez obrazy oczywiście !
Mam nadzieję iż wbrew temu co pisze Marian Ci co połowią - też mogą sobie posiedzieć .
Nie omieszkam tam podjechać podczas Pucharu Sanu !
Zdzichu - dzięki .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Zdzisław Czekała
Moderator



Dołączył: 10 Maj 2007
Posty: 608
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 24 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Rzeszów
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 11:05, 18 Maj 2009    Temat postu:

Witam

Mały nowy epizod, z mojego "muchowania". Bardzo wczesny ranek na Sanie. Streamer w akcji, schodzę kilkaset metrów z nurtem rzeki, pstrągi raczej nie współpracują, ale i tak udaje mi się złowić kilka, w tym dwa takie około 35- 40 cm, reszta raczej poniżej 30 cm, dużych nawet nie widać. Zbliżam się do prawie bankowego dołka, rzut pod brzeg kilka delikatnych pociągnięć, lekkie przytrzymanie, zacięcie i na końcu zestawu pulsuje pstrąg. Delikatny hol bo nie jest wielki, nagle z jamy wypada ruda torpeda, błyskawiczny zwrot i... zamiast maluszka na kiju szaleje 75-cio – 80-cio centymetrowa królowa Sanu .... głowacica. Po kilkunastu minutach walki, po kilku pięknych i mocnych odjazdach i nagłych zwrotach, po prostu wypluwa pstrążka i wraca do jamy. Dwudziesto-pięcio centymetrowy pstrążek spotkania tego nie miał prawa przeżyć, a efekty ataku głowy widać na zdjęciach. Wracam do auta, szybka kawa, zmiana wędki i techniki, czas wypróbować połączenie wędki 12' z linką i długą nimfą, jako, że wędka w klasie #3, to żyłka 0,16 mm wydaje się aż za poważna, ale San ma swoje wymagania. Idę z powrotem w górę rzeki, i zaczynam schodzić z nurtem, nimfy podaję w poprzek rzeki pod brzeg i prowadzę je na lekkim żaglu, każde przytrzymanie zacinam. Łowię kilka pstrągów w przedziale 25 – 35 cm, jednego około 45 cm i... delikatna wędka i cienka żyłka, mszczą się okrutnie, cztery wielkie pytony rwą mi moje mikre zestawy, nie dając mi nawet szansy na choć króciutki kontakt , na cień nadziei. No nic to, San i wielkie pstrągi to raczej kijek w klasie #6 i żyłka minimum 0,20 mm. Żar lejący się z nieba i dość daleka droga do auta, skutecznie zniechęcają mnie do zmiany zestawu na właściwy, więc łowię dalej tym samym zestawem, tylko zmieniam taktykę i sposób łowienia, schodzę kilkadzięsiąt metrów niżej i zaczynam łowić w górę, również podając nimfy pod brzeg, ale teraz ściągając je na siebie. Efekt jest taki, że teraz dwa kabany, które łyknęły moje nimfy, udaje mi się przytrzymać na kije do momentu wjazdy w jamę i wbiciu się w trawę lub jakieś, zwalone przez bobry, patyki, udaje mi się wyholować tylko czterdziestaczka, który kilkoma pięknymi wyskokami, osłodził mi gorzycz porażki. No cóż. pokornie wracam powoli do auta, doławiam kilka maluszków i postanawiam sobie, że za tydzień nie będzie żadnych eksperymentów, tylko solidne wędkowanie, solidnym sprzętem, a może uda się złowić kilka klocków.

[link widoczny dla zalogowanych]

[link widoczny dla zalogowanych]

[link widoczny dla zalogowanych]

Zdzisław Czekała


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Józef Zając
ja tu tylko sprzątam



Dołączył: 04 Sie 2006
Posty: 1121
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kluczbork
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 19:26, 18 Maj 2009    Temat postu:

Mi się udało wyholować 83 cm głowatkę na przyponie 12,9 na Dunajcu. A na Pucharze Sanu jeden z takich kabanów 60 - 70 cm nie dał mi żadnych szans. Czy Piotr im wszczepia jakieś turbo dopalacze? Wink

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Zdzisław Czekała
Moderator



Dołączył: 10 Maj 2007
Posty: 608
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 24 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Rzeszów
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 18:07, 26 Maj 2009    Temat postu: OS San 23-24.05.2009

Sobota około godziny siedemnastej, zajeżdżamy na wodę, San lekko podbrudzony i podniesiony, to dobrze, pstrągi powinny bardziej ochoczo skakać do przynęty. Montuję dziesięcio-stopówkę w szóstej klasie, w ten wyjazd żadnych eksperymentów, solidny sprzęt na, mam nadzieję, solidne ryby. Jest dobrze po siedemnastej, idę w górę rzeki, zaczynam od streamerków, może to niezbyt dobry pomysł, ale przy podniesionej i mętnawej wodzie, może coś dużego skoczy do streamerowj przynęty, a i ja wolę streamera od nimfy. Rzucam pod brzeg i powoli w rożnym tempie ściągam przynętę, jest pierwsze pobicie, ale się nie wpina, po chwili jest pierwszy trzydziestaczek, powinno być dobrze. Cały czas schodzę z nurtem i dokładnie obławiam jak największe partie wody. Przynosi to efekt w postaci kilku pstrążków i jednego czterdziestaka. Dochodzę do pierwszego bardzo głębokiego dołka, dokładny rzut pod zwisające konary, kilka krótkich pociągnięć linki, czuję tępe przytrzymanie, zacinam i ... czuję jak streamer wychodzi z pyska, a rozdrażniona bestia wzbija fontannę wody. Trudno, przynajmniej jeden zlokalizowany na jutro. Schodzę coraz niżej kontynuując łowienie streamerem, udaje mi się złowić jeszcze kilka maluszków, ze dwa około 35 cm. Brania powoli ustają, pochmurna pogoda, zachodni wysoki brzeg z dużą ilością drzew i krzaków, i późna pora powodują, że w wodzie zapadają szybko ciemności, a prowadzona głęboko ciemna przynęta staje się prawie niewidoczna. Na powierzchni raz za razem ryby zbierają owady, ale nie decyduję się na zmianę przynęty, większość zbiórek wygląda na lipienia, a to jeszcze nie jego pora. Robi się coraz ciemniej, szybko schodzę do obozowiska, ognisko, kiełbaska i lulu. Niedziela czwarta czterdzieści pobudka, świat jest jednak piękny, poranna mgła zasnuwa rzekę i okoliczne wzgórza, nad horyzontem powoli zza gór przebija się słońce, szum rzeki, śpiew ptaków i skaczące pstrągi. Poranna toaleta, kawa, montuję zestaw, dzisiaj dalej solidny sprzęt, ale będę łowił daleką nimfą na pływającej lince. Przeprawiam się na drugą stronę rzeki, wydeptaną ścieżką maszeruję w górę Sanu, dzisiaj zacznę łowy od „Jamy głowacicowej”. Zakładam jako kierunkową zwykłą brązkę ze złotą główką, na skoczka jasną plecionkę. Podaję przynęty w górę na długiej lince i sprowadzam na siebie, po kilku rzutach branie, zacięcie i ... wygląda mi to na dużego lipienie, po chwili w podbieraku ląduję piękny „kardynał”, w pół godziny łowie jeszcze trzy duże lipienie i ani jednego pstrąga, wszystko na brązkę, niestety to nie ta przynęta, lipienie mają jeszcze czas. Zmiana kompletu nimf, na skoczku ląduje kiełżyk, a na kierunku jętka z tułowiem z bażanta, pakunkiem w kolorze czerwonego wina i z perłową pochewką. Brania lipieniu ustają, ale i brań pstrążków brak, zmieniam sposób prowadzenia nimf i zaczynam schodzić w dół rzeki, teraz podaję nimfy w poprzek rzeki i sprowadzam je na lekkim „żagielku”, zaczyna to przynosić efekty, zapinam kilka maluchów, kilka brań bez kontaktu, wreszcie coś większego, nie jest to wielki kaban, ale około czterdziestu Sanowych centymetrów też ładnie daje popalić na szybszej wodzie. Ciągle schodzę w dół i obławiam nimfami wloty, dołki, przyśpieszenia, dokładnie penetruję kryjówki za dużymi kamieniami, od czasu do czasu zapinam kropka większość do trzydziestu centymetrów, trafiają się i ze dwa powyżej. Dochodzę do głębokiego dołka pod brzegiem, dokładnie go obrzucam, ale bez najmniejszego efektu, w końcu pozwalam nimfą spłynąć na samą końcówkę głęboczka, gdzie woda zdecydowanie przyśpiesza, prawie na samym końcu, niemal na wyprostowanej lince, delikatne trącenie, zacinam, eksplozja wody, wędką wstrząsają gwałtowne szarpnięcia, potok młynkuje z siłą walca, kilka razy wyskakuje metrową świecą ponad lustro wody, wstrząsa łbem, próbując pozbyć się przynęty. Powoli, powoli się uspokaja i tylko ekstremalnie wygięta wędka i mocne odjazdy świadczą o wielkiej mocy na końcu przyponu, jeszcze kilka gwałtownych odjazdów, kilka szarpnięć i po kilkunastu minutach walki, piękny ponad piędziesięcio-centymetrowy potok ląduje w podbieraku.

[link widoczny dla zalogowanych]

Chwila na uwolnienie ryby od natrętnego kiełża, na rozluźnienie lekko bolącej ręki i wracam do gry. Kontynuuje łowienie pod brzeg, dalej nimfa na długiej lince, ale jakoś bez większego efektu, jakiś maluszek, jakieś skubnięcie, nic konkretnego. Zaczynam schodzić szybciej w kierunku biwaku, jeszcze tylko ostatni niepozorny dołek, którego praktycznie nie widać, ale ja wiem, że jest i, że jest na pewno zamieszkały, tylko przez kogo. Podaje nimfy w górę, pod wiszące gałęzie, ledwo zdążyłem naprężyć zestaw, a tu potężne szarpnięcie niemal wyrwało mi wędkę z ręki, zdążyłem tylko przytrzymać linkę i lekko zaciąć, ale to wystarczyło, by potężny, około sześdziesięciocentymetrowy kaban wystrzelił w powietrze jak z procy, prawie zaczepiając o konary zwisające nad wodą, po czym ryba zaczyna pruć pod prąd z mocą lokomotywy, co raz wystrzeliwując w powietrze. Po wyciągnięciu kilkunastu metrów linku udaje mi się ją zatrzymać, nagle potok zmienia kierunek, ledwo udaje mi się utrzymać kolosa na kiju, wybieram luz jak maszynka na szczęście nie tracę kontaktu, ryba odbija na środek rzeki, próbuje kilka razy mocnych odjazdów, czując bezcelowość swoich zabiegów zmienia taktykę i wraca pod brzeg próbując wbić się pod korzenie nadbrzeżnych krzewów, na szczęście jest już osłabiona i udaje mi się ją zatrzymać za każdym razem, kiedy kierowała się do brzegu. Zaczynam podprowadzać ją coraz bliżej siebie, jeszcze kilka, kilkumetrowych odjazdów i pięknie wybarwiony potokowiec, po dwudziestu kilku minutach walki, ląduje w podbieraku. Szybkie zdjęcie w wodzie i kropek niemal wyrywa mi się z rąki szybko odpływając w nurt rzeki, a ja robię sobie przerwę, na kawę i mały zasłużony odpoczynek, ręka jednak trochę boli.

[link widoczny dla zalogowanych]

Popijam kawkę, obserwuję skaczące pstrążki i zastanawiam się co dalej, jak, gdzie i na co, postanawiam jeszcze raz podejść na „Jamę głowacicową”, wiem, że tam padły dwa tygodnie temu cztery duże potoki, może i mi się poszczęści. Komu w drogę temu ... przeprawiam się przez rzekę, woda oczyściła się już całkowicie i lekko opadła, ruszam drogą w górę, dochodzę na wysokość „Jamy głowacicowej”, okazuje się, że nie jestem sam, na szczęście wędkarze są na przeciwnym brzegu, a i jeden z nich to znajomy z Przemyśla. Zaczynam obławiać jamę, nimfy na średniej długości lince, podawane do góry, kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt rzutów i najmniejszego brania, zmieniam nimfy, w czystej i niższej wodzie może już kiełżyk nie być zabierany przez nurt i ryba na nim już nie żeruje, teraz zakładam na kierunek „zajączka” ze złotą główką i na skoczka małą cienką brązkę z kremowym kołnierzykiem i z malutką złotą główką. Powoli schodzę w dół rzeki, kilka nie zaciętych puknięć, jeden spad i totalna cisza, czy to próg, czy dołek, czy kamień, czy podaję nimfy w górę, czy w poprzek, czy w dół, efekt ten sam. Przeszedłem już ze sto pięćdziesiąt metrów rzeki i w zasadzie zero, dochodzę do starego, zwalonego drzewa, poniżej którego zaczyna sie lekko pogłębiać i zwalniać prąd rzeki. Zmieniam nimfy, kierunek jasno zielona plecionka z brązowym kołnierzykiem i srebrną główką. Podaję nowy zestaw lekko pod wystający konar drzewa i sprowadzam w dół na lekkim „żagielku”, w połowie spływu zdecydowane przytrzymanie, zacięcie i na kiju czuć duży opór, ryba szamocze się na wędce mącąc spokój na sennej rzece, szybko schodzi jednak w pobliże dna i tam dalej walczy zawzięcie. Po kilkunastu minutach, dużo spokojniejszej, walki, niż z poprzednimi potoki, następny ponad pięćdziesięcio-centymetrowy kaban ląduje w podbieraku.

[link widoczny dla zalogowanych]

Jest około czternastej, czternastej trzydzieści, znikły chmury, z nieba leje się żar, robi się niesamowicie gorąco, odpuszczam dalsze łowienie i schodzę szybko do auta, ubieram się dużo lżej, uzbrajam lżejszą wędkę dla małżonki, która katuje się na ciężką wędkę, niestety bez szczególnych efektów, w między czasie z góry schodzi znajomy p. Marcin, a drugi znajomy, Krzysztof dojeżdża autem. Siedzimy, odpoczywamy, rozmawiamy oczywiście o rybach i wędkowaniu. Na wieczorną turę miałem zejść poniżej obozowiska, ale Krzysiek nie uwierzył mi, że takie kabany stoją w takiej wolnej wodzie, więc idziemy znowu do góry, może coś sie jeszcze przytrafi. Rozpoczynamy łowienie od progu poniżej „Jamy głowacicowej”, według, życzenia Krzysztofa schodzę pierwszy, na lince dalej nimfy, Jest już dość późno, pora raczej nie na pstrąga, ale coś trzeba robić, a lipienia nie wolno łowić. Powoli schodzimy w dół Krzysiek zapina klika niedużych pstrągów, ja przez dłuższy czas nie mam brania, nagle na wypłyceniu szarpnięcie, przycinam, kocioł w wodzie, kilka gwałtownych młynków i pstrąg odpada z wędki, ten wygrał potyczkę. Schodzę powoli niżej, obławiam dokładnie najgłębsza jamę na tym odcinku, ustawiam się tak aby podać nimfy jak najbliżej brzegu, a nie jest to łatwe bo dość gęsto rosną tam drzewa i zwisające gałęzie bardzo przeszkadzają. Udaje mi się znaleźć małą przerwę wśród gałęzi, świecące prosto w oczy słońce dość znacznie utrudnia ocenę dystansu, ale przy odrobinie szczęścia udaje mi się podać nimfy idealnie, linka układa się niemal równiutko, dzięki czemu udaje mi się zareagować właściwie na branie, które nastąpiło prawie natychmiast po wpadnięciu nimf do wody. Znowu duży pstrąg, znowu znajome, tępe targnięcia wędką i mocne zdecydowane odjazdy, ryba nie daje się wyholować z dołka, na każde moje wybranie kilku metrów linki, odpowiada odjazdem z powrotem do swojej jamy, zmieniam taktykę nie forsuję mocnego holu, ale delikatnie powolutku odciągam potoka od brzegu, manewr ten udaje się wyśmienicie, „uśpiony” nawet nie zauważa jak znajduje się na otwartej wodzie, po chwili, kilka odjazdów od podbieraka, kończy następną walkę. Piękny pięćdziesiątak wraca do wody, a ja zmęczony, ale bardzo, bardzo zadowolony, wracam powoli do auta.

[link widoczny dla zalogowanych]

Dzień piękny i udany, rzeka ponownie wynagrodziła pięknymi i dorodnymi okazami ryb, dziękuję. Czas wracać, za tydzień wrócę może w inne miejsce, może będą inne, piękne ryby, czas pokaże.

Zdzisław Czekała


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Zdzisław Czekała
Moderator



Dołączył: 10 Maj 2007
Posty: 608
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 24 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Rzeszów
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 12:26, 10 Cze 2009    Temat postu:

Pierwszy tegoroczny, pełny weekend z lipieniem, miał być piękny i owocny, a .... ale po kolei. W sobotę późnym popołudniem zajeżdżamy na „Eldorado”, planowaliśmy pojechać między wyspy, ale bardzo wysoka woda spowodowała zmianę planów. Małżonka jest za niska, aby bezpiecznie poruszać się po głębokiej, „silnej” wodzie, więc pada na „Eldorado”, gdzie można w miarę bezpiecznie i spokojnie łowić nawet przy dwóch turbinach. Zbliża się wieczór, na wodzie nie widać żadnych oczek, do tego zimna i duża woda, wymusza w zasadzie jedną metodę, nimfę. Uzbrajam dwunastostopówkę w klasie trzy, linka, przypon zero czternaści setnych milimetra, o długości nie przekraczającej długości wędziska. Na kierunek zakładam beżowego kiełżyka, a na skoczka cięższą brązkę z pomarańczową główką. Rozpoczynam łowienie przy samym brzegu, na wjeździe, pierwsze włożenie, delikatne branie i jest mały pstrążek, drugie przepłynięcie i historia się powtarza. Wchodzę głębiej, nimfy prowadzę na lince o długości wędziska i blisko dna, po kilku „przepłynięciach” gwałtowne branie, przycinam i na wędce szamocze się trzydziestocentymetrowy potoczek. Do wieczora łowię kilkanaście nie za dużych pstrągów i kilka średnich lipieni, gęstniejąca mgła, podnosząca się z wody i zapadający zmrok coraz bardziej utrudniają łowienie, schodzę z wody, czas na odpoczynek jutro też jest dzień. Rozpalamy ognisko, żona przygotowuje lekką kolację, zasiadamy do stołu i oddajemy się błogiemu nastrojowi, ciszy, spokoju, lenistwa ... , i tylko gdzieś na północnym-wschodzie, nocne niebo, przeszywają jasne błyskawice, poprzedzające groźne pomruki dalekiej burzy. Na dzisiaj koniec, pora na spoczynek. Niedziela wczesny ranek, słońce wschodzi z za horyzontu, rozświetlając toń rzeki pierwszymi promieniami nadziei.

[link widoczny dla zalogowanych]

Popijając poranną kawę montuję zestaw, rano również dwunastostopówka, przez noc woda nie opadła nawet jednego centymetra, na skoczku zawiązuję lekko dociążoną, zielono-brązową pupę, na kierunku ciężkiego kiełża w odcieniu beżowym. Łowienie rozpoczynam około pięćdziesięciu metrów poniżej obozowiska, systematycznie obławiam miejsce przy miejscu, wchodząc coraz głębiej w rzekę, niestety bez najmniejszego efektu. Nie pomaga różne prowadzenie przynęty, ani z góry wybierając linkę na siebie, ani skośnie z górę na lekkim żagielku, ani w poprzek na pełnym żaglu, na długiej lince, na krótkiej lince, żadnego puknięcia, żadnego zainteresowania. Zmieniam zestaw przynęt, na skoczku ląduję „zajączek”, a na kierunkowej lekko pomarańczowy kiełż. Pierwsze podanie, przynęty lekko lądują pod dużym skosem w górę rzeki, na długiej lince, powolne wybranie luzu i ... sznur zatrzymał się w miejscu, zacięcie, trzydziestokilku centymetrowy lipień pulsuje na wędzisku, spokojny hol i piękny samiec ląduje w podbieraku. Następnego lipienia udaje mi się złowić, dopiero po kilkunastu minutach, tym razem nimfy podaję na bardzo długiej lince, pod kątem czterdziestu-pięciu stopni w górę rzeki, zestaw powoli spływa w dół, wybieram linkę utrzymując kontakt z muchami, w momencie jak zrównują się ze mną, tworzę żagiel i dalej sprowadzam nimfy na żagielku lekko je przytrzymując, powoduje to „wychodzenie” nimf ku powierzchni. Delikatne puknięcie odczuwalne na wędce, z równoczesnym zatrzymanie się linki, sygnalizuje branie, zacinam, na wędce nawet spory opór, kilka kopnięć i ryba odjeżdża w dół z nurtem, wybierając klika metrów linki, po czym uspokaja się i powoli zaczyna płynąć w górę rzeki, od czasy do czasu „kopiąc” w wędkę , podprowadzam ją powyżej swojego stanowiska, kilka delikatnych ucieczek od podbieraka i jest, około czterdziestu, pięknie ubarwionych, sanowych centymetrów. Przez następną godzinę łowienia na nimfy, udaje mi się raptem złowić jeszcze kilka nie za dużych lipieni i ze dwa pstrążki pod trzydzieści centymetrów. Jest około godziny dziesiątej, to już pięć godzin na wodzie, a wyniki marne, czas na zmiany, wracam do auta, może coś na streamera, uzbrajam dziesięciostopówke w klasie sześć, na kręciołku linka intermedium clear, żyłka jedynie słuszna, zero dwadzieścia pięć setnych milimetra, do tego zestawu dołączam czarnego zonkera z czerwoną jeżynką i czarno-białego streamera ze srebrnym tułowiem i czerwonym chwaścikiem. Przebijam się na prawie drugi brzeg Sanu, pod skałkę na „Eldorado”, gruba i wolniejsza woda, powinny ułatwić pstrągom atak na przynęty. Podaję streamery skosem w dół pod brzeg i ściągam je, krótkimi powolnymi skokami. Kilka rzutów i pierwsze uderzenie, po celnym wyłożeniu przynęty, nieomal na samą linię brzegową, kilku delikatnych pociągnięciach, nagłe tępe zatrzymanie linki, zacięcie z linki, jest, młynkuje tuż pod powierzchnią wody, nic specjalnego ale, po chwili ląduje w podbieraku. Kilkanaście następnych rzutów, przynosi jeszcze dwa malutkie pstrążki. Powoli przesuwam się w dół rzeki, pod skosem do środka, obławiam bankowe miejsca pstrągowe, i bankowo nic się nie dzieje, dopiero na samym środku, po podaniu streamerów prawie na całą długość linki, branie, które odczułem jak mocny zdecydowany „wjazd” linki, po zacięciu poczułem dość duży ciężar, mocno młynkujący gdzieś w toni, po czym gwałtowny odjazd, na napiętym sznurze, w największe dziurę, po chwili tępy zawad i po pstrągu pozostała tylko kępa zielska, szkoda ładny był. Następny rzut wykonuję bardziej w kierunku brzegu, dużo wyżej, niż poprzedni, po skasowaniu luzu, pozwalam streamerom spłynąć swobodnie po łuku w dół rzeki, w połowie spływu, mocne targnięcie, które prawie wyrwało mi linkę z ręki, lekkie zacięcie linką, gwałtowne i mocne pulsowanie, czuję jak ryba młynkuje, i szarpie się na wędce, nagle wspaniałą świecą wystrzeliwuje w powietrze, nie jest ogromny ale i nie mały pstrąg, w dużej i mocnej wodzie walczy wspaniale, kilka razy pięknymi odjazdami, zmusza mnie do maksymalnego wysiłku, po kilkunastu minutach zmagań udaje mi się go podebrać, pięknie wybarwiony lekko ponad czterdziesto centymetrowy kropkowaniec, ląduje w podbieraku. Delikatnie odczepiam pstrąga i wypuszczam na wolność, mimo zaciekłej walki, ryba spokojnie ale zdecydowanie odpływa w górę rzeki, w między czasie na powierzchni wody, zauważam coraz większą ilość żerujących ryb, mimo, że wiatr wiejący dotychczas umiarkowanie, wzmaga się coraz bardziej, postanawiam łowić na sucharka, wracam do auta, składam wędęczkę osiem stóp i sześć cali do linki czwórki, jako muszkę kierunkowa zakładam zielono-czarnego chruścika, a na skoczka popielatą jętkę. Łowienie rozpoczynam po drugiej stronie rzeki, w miejscu gdzie nurt załamuje się na lekkim progu i przechodzi w spokojne przegłębienie. Na początek kilka nie zapiętych wyjść, kilka ledwo dwudziesto centymetrowych lipionków, przesuwam się w dół rzeki, na głębszą wodę, do muchy podnoszą się coraz większe lipienie, trafiają się nawet dwa trzydziesto centymetrowe. Wiatr wieje momentami tak porywiście, że nie sposób wysuszyć muszek, o w miarę poprawnym podaniu nie ma nawet mowy. Nagle oczka ustają mimo, że muszka dalej lata, rozglądam się bacznie dookoła, tak już wszystko wiadomo, woda powoli opada, zatrzymali turbinę na elektrowni, całe szczęście ryby zaraz zaczną żerować na nowych łatwiejszych stanowiskach, szybko zmieniam muszki, teraz dwie jętki, troszeczkę mniejsze, jedna popielata, druga oliwkowa. Zaczynam łowić, zaczynają pokazywać sie oczka, szybko łowie kilka lipieni, ale dalej wszystko małe, i do tego raz za razem plączę się, tracąc czas na rozplątywanie, w końcu odcinam skoczka, dwie muchy i tak porywisty wiatr, nie pasują do siebie, trudniej prawidłowo podać muchy i łatwiej się poplątać. Ta zmiana poprawia precyzje i poprawia efekty, zaczynam łowić lipienie powyżej trzydziestu centymetrów, są silne i w zimnej wodzie bardzo waleczne. Woda ciągle opada, wygląda na dużo poniżej jednej turbiny, mimo to ryby ciągle żerują na suchej, od czasu do czasu zdradzając swoje stanowisko, udaje mi się zlokalizować większą sztukę, po kilku mało precyzyjnych podaniach, udaje się, wyjście, spokojne zacięcie i na muszce pulsuje duży lipień, zdecydowanie telegrafuje swoją obecność na końcu wędki, ostro płynąc pod prąd, po chwili, mocno szarpiąc i uderzając w żyłkę poddaje się nurtowi i odzyskuje kilka metrów linki, zebranej przeze mnie. Powoli używając fortelu, podprowadzam lipienia w górę rzeki, muszę to robić kilka razy bo za każdą próbą podebrania, odpływa zdecydowania z prądem, wstrząsając przy tym mocno łbem. W końcu w podbieraku ląduje około trzydziestosiedmio-trzydziestoosimio centymetrowy samiec. Po kilku następnych minutach łowienia, z jamy podnosi się duży lipień, zbiera majestatycznie muszkę, zacięcie znajome, mocne potrząsanie głową, mocny opór i odjazd w ... długa linka i duża ilość trawy, powoduje, że lipień wbija się w zielsko, a mi pozostaje tylko próba uwolnienia się z zaczepu, na szczęście udaje się to bez problem. Zauważam ładne, obiecujące oczko, wiatr na chwilę słabnie, udaje się podać muszkę idealnie za pierwszym razem, lipień nawet się nie zastanawiał, szybka podpłynął, zdecydowanie z chlapnięciem zebrał muszkę i ... tym razem, podobnie jak pstrąg, zaczął ostro młynkować, dopiero „położenie” wędki na wodzie, go uspokoiło, ale zaczął ostro pracować z nurtem i wybierać systematycznie linkę z terkoczącego kołowrotka, delikatnie, bardzo delikatnie zatrzymuję w końcu uciekiniera i spokojne odzyskuję utracone metry linki, jednocześnie powoli schodzę w dół rzeki, lipień jeszcze próbował odjazdów w kierunku dołów z trawą, ale udało mi się go powstrzymać, w końcu podbierak zakończył nasze wzmagania, a trzydziestopięci centymetrowy lipas powrócił do swojej rzeki. Powoli ilość oczek drastycznie maleje, czas chyba poszukać lipieni troszeczkę głębiej, zakładam „nimfetki”, podaję w górę pod małym kątem i od razu układam żagielek, sprowadzam „nimfetki” neutralnie pozwalając im się utopić, następnie delikatnie, cały czas spływając, przytrzymuję wędką linę, wymuszając „wychodzenie” „nimfetek” ku powierzchni, prawie na końcu spływy, poczułem bardzo delikatne trącenie, instynktownie przyciąłem ... coś stoi przy dnie i tylko potężne, pojedyncze szarpnięcia, wstrząsające wędką i moją ręką, podpowiadają mi, że na kiju mam dużego, bardzo dużego lipienia. Powoli zwiększam naprężenie wędki, próbując oderwać lipienia od dna, ale bezskutecznie, stoi i tylko potężnie od czasu do czasu wstrząśnie mną i wędką, decyduję się zejść poniżej stojącego lipienia i spróbować podciągnąć go z prądem, sztuczka ta udaje się wyśmienicie, naprężona linka i prąd robią swoje, lipień odrywa się od dna i zaczyna płynąć w górę rzeki, oddaję mu linkę i podchodzę w ślad za nim, próbując go wyprowadzić z głębokiej szybkiej wody na spokojną płyciznę, gdzie duże lipienie pozbawione ostrego mocnego nurtu szybciej od średniaków tracą siły, zabieg ten udaje się wyśmienicie, po kliku minutach, lipień powoli opada z sił, wykładam go na wodę i szybko, zanim się zorientował, zgarniam do podbieraka. W końcu piękny i dorodny okaz na moim koncie, szybka fotografia i ... chyba niecałe pięćdziesiąt centymetrów, wyrywa się odpływając w nurt rzeki.

[link widoczny dla zalogowanych]

Poprawiam lekko splątany w podbieraku zestaw wracam do łowienia, a tam niespodzianka, woda w górę, i to dość zmącona niosąca liście, patyki, trawę, to raczej koniec łowienia, na pewno na godzinę może dwie. Szkoda, nie był to wymarzony dzień, huśtawka wodą, bardzo silny, nieprzyjemny wiatr, spowodowały, że ciężko było coś złowić. Wrócę tu zapewne za tydzień, może będzie lepiej, może mam nadzieję.

Zdzisław Czekała


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Józef Zając
ja tu tylko sprzątam



Dołączył: 04 Sie 2006
Posty: 1121
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kluczbork
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 20:37, 10 Cze 2009    Temat postu:

Dzięki, Zdzichu, za świetne opowiadanie. Prawie, jakbym tam był Smile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
CETE
adept



Dołączył: 12 Cze 2009
Posty: 4
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Podkarpacie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 2:54, 14 Cze 2009    Temat postu:

Panie Zdzisiu Kupuje od pana muszkarskie akcesoria, jesteście przeciwni propagandzie wędkarskiej czy mi się wydaje.. internet jest od promocji nie od negacji.. zyjemy jako jedna rodzina, zalogowalem się ponieważ jestem po częsci maniakiem tak jak i wy..
Co do tematu.. w bieszczadach ulewa i pada od przedpołudnia.. woda jeszcze jest niska... zapewne nie dostepna dla ych bez plecionek.. Pozdrawiam;]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Zdzisław Czekała
Moderator



Dołączył: 10 Maj 2007
Posty: 608
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 24 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Rzeszów
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 8:08, 20 Cze 2009    Temat postu:

Witam

Chwilę nie zaglądałem do tego tematu i .... Question
Cytat:
jesteście przeciwni propagandzie wędkarskiej czy mi się wydaje.. internet jest od promocji nie od negacji.. zyjemy jako jedna rodzina, zalogowalem się ponieważ jestem po częsci maniakiem tak jak i wy
mówiąc szczerze nie kumam, co autor miał na myśli, czyżbym gdzieś, popełnił coś niewłaściwego. A może za przydługie teksty i za kiepskie.

Zdzisław Czekała


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
CETE
adept



Dołączył: 12 Cze 2009
Posty: 4
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Podkarpacie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 11:29, 20 Cze 2009    Temat postu:

bez wyjaśnień został skasowany moj post.. i oto sie rozchodzi.. wystarczy czytać ze zrozumieniem

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Zdzisław Czekała
Moderator



Dołączył: 10 Maj 2007
Posty: 608
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 24 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Rzeszów
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 12:19, 20 Cze 2009    Temat postu:

Taaaak, proszę mnie źle nie zrozumieć, ale po pierwsze - nic mi o takim zdarzeniu nie wiadomo; po drugie - nie mam uprawnień do kasowania postów. Więc dlaczego post skierowany imiennie do mnie, przynajmniej ja tak to odbieram. O wyjaśnienia proszę poprosić osoby kompetentnej.

Zdzisław Czekała


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
CETE
adept



Dołączył: 12 Cze 2009
Posty: 4
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Podkarpacie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 15:39, 20 Cze 2009    Temat postu:

ok więc przepraszam za zamieszanie, ale jak się pisze post powiedzmy skierowany do Pana.. a po dobie znika, to do Pana piszę Very Happy może się coś nie spodobało.. pozatym to nawet już zapomniałem co w nim było z tego wszystkiego.. Pozdrawiam
Na Sanie woda podwyższona i kipi deszcz


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Zdzisław Czekała
Moderator



Dołączył: 10 Maj 2007
Posty: 608
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 24 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Rzeszów
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 12:35, 17 Lip 2009    Temat postu: SAN na weekend 18-19.07.2009

Witam

Na Sanie turbina, świetne warunki do łowienia. Sprawdza się jasny kiełżyk, i brązowa nimfa, z sucharków nieśmiertelna brązka, i jako chruścik i jako jętka, do tego z jętki jasno oliwkowego. Jedyne utrudnienie to MMO Krosno - woda zamknięta w sobotę cały dzień i do 12:30 w niedzielęna odcineku Sanu od przystanku PKS w Łączkach do drugiego zakrętu poniżej Leska (koniec wyspy przed dołkiem głowacicowym na II zakręcie) i zbiornik Myczkowce od mostu w Solinie do Andrzejówki.

Pozdrawiam
Zdzisław Czekała


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Zdzisław Czekała
Moderator



Dołączył: 10 Maj 2007
Posty: 608
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 24 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Rzeszów
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 14:22, 10 Sie 2009    Temat postu: 9.08.2009

San 9.08.2009 łowiłem na OS-sie od początku pierwszej wyspy do początku drugiej wyspy. Bardzo niska i czysta woda, decyzja sucha i „nimfetki”, łowienie rozpocząłem dość późno, około godziny 9:30. Generalnie miałem duże problemy z doborem przynęt, częste zmiany metody i much owocowały pojedynczymi braniami i to raczej małej i średniej ryby. Około 14:00 zaczęła roić się oliwkowa jętka, ale i to nic nie zmieniło, dalej problemy ze znalezieniem właściwej muszki. Czy to sucharek, czy to „nimfetka”, dalej rzadkie brania, na szczęście ryby o dwa rozmiary większe, Lipienie tak od 30 cm – 35 cm, trafił się i Pstrąg 40 cm. Około 17:00 na osłodę kiepskiego dnia, mocne branie na „nimfetkę”, lekkie zacięcie i ... duży pstrąg wzburza spokojną taflę rzeki, rozbryzgami wody, miotając się na końcu wędziska. Kilka szalonych skoków, kilka odjazdów, kilka mocnych targnięć wędziskiem zakończonych mocnym odjazdem w górę rzeki, w zasadzie zakończyło walkę, szybkie i pewne naprowadzenie, z nurtem rzeki, oślepionego słońcem pięćdziesięcio-pięcio centymetrowego, grubego pstrąga, do podbieraka kończy sprawę.

[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Zdzisław Czekała
Moderator



Dołączył: 10 Maj 2007
Posty: 608
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 24 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Rzeszów
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 11:15, 20 Mar 2010    Temat postu: San

Witam

Warunki na Sanie zmieniają się z godziny na godzinę, o ile na OS-sie mimo, że Olszanka lekko brudzi woda jeszcze do łowienia, z jeziora idą dwie turbiny czystej wody. Poniżej znacznie gorzej, Hoczewka podniesiona bardzo mocno brudzi, woda znacznie wyższa (203 cm rano w Lesku) bardzo duże kłopoty z brodzeniem wręcz niemożliwe, a i ryba w takich warunkach pochowana po dziurach. Tendencja raczej pogarszająca się, w górach nawet w nocy temperatury dodatnie, a więc przyśpieszone topnienie śniegu. Niedziela na Sanie z głowy

Zdzisław Czekała


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum FLY SPORT Strona Główna -> Jaka woda na...? Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 10, 11, 12, 13  Następny
Strona 11 z 13
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
mtechnik
Regulamin